sobota, 21 lipca 2012

Flapjack - Keep Your Heads Down

Za oficjalnym kanałem Youtube zespołu:

„Keep Your Heads Down" to długo zapowiadany album legendarnego zespołu Flapjack, którym wraca po 15 latach przerwy wydawniczej.
Znaczny wkład kompozytorski w album ma Śp. Aleksander „Olass" Mendyk -- były gitarzysta zespołów Flapjack i Acid Drinkers. Płytę zamyka wyjątkowy utwór „Reborn", w którym wykorzystane zostały wokale Olassa. Gościnnie w 2 utworach występuje HAU, wokalista nieistniejącej od wielu lat formacji Dynamind, który znany jest fanom Flapjacka z utworów „Comic Strip" i „Active", które znalazły się na drugiej płycie pt. „Fairplay". HAU jest również autorem tekstów do utworów „In a Structure" i „Feud", z kolei „The Ballad of Frankie Pots" napisał wspólnie z Guzikiem.
Skład Flapjacka przez wiele lat ulegał zmianom. Obecnie Flapjack to Guzik (Homosapiens), Ślimak (Acid Drinkers), Jahnz , Jankiel (Acid Drinkers) i Mihau (ex NoNe).

***

Płyta jest bardzo dobra. Podczas ostatniego bezinternetowego tygodnia była praktycznie non stop w moich odtwarzaczach. Może to kwestia jakichś sentymentów, ale słuchając jej poczułem się ładnych parę lat młodszy. Począwszy od pierwszego utworu, gdzie Guzik brzmi jak Zack de la Rocha, po utwór ostatni przy którym mam gęsią skórkę - ten Olass i jego głos jakby z Drugiej Strony - czuję niesamowitą radość słuchając tej muzyki. Niektórzy określają ją jako brakujące ogniwo między Fairplay, a Juicy Planet Earth i pewnie coś w tym jest. Ja słyszę tu i klasycznego Flapa i Homosapinens i w numerze po hiszpańsku niejaką Brujerię w której zasłuchiwałem się w liceum, a do której nie zaglądałem od lat. Fajnie też, że Jahnz rozwija się i nie jest już w swojej grze tak monotematyczny i przewidywalny. Fajnie brzmi Ślimak pobijający stopą gitarowe riffy. Tak w ogóle podoba mi się brzmienie tej płyty.
Brakuje mi Vimka, szkoda że go nie ma (ja nadal mam kasetę Squot'u), myślę że jego głos nadał by płycie jeszcze więcej kolorytu.
Jest to dla mnie trochę taka podróż sentymentalna i bardzo mnie to cieszy.

Płyta do wysłuchania całkowicie za darmo poniżej:



A jak się spodoba, zachęcam do kupna - naprawdę warto
http://makumba.pl/sklep/

czwartek, 5 lipca 2012

Brygada post scriptum

za rmf24.pl :

Prawdopodobnie jesienią czeka nas niespodzianka bo będziemy mieli szansę zrobić nowe nagrania właśnie z Kubą Nowakowskim. Okazuje się, że trzech facetów się dogadało i rzecz stała się możliwa - stwierdza Robert Brylewski w wywiadzie z Robertem Kalinowskim i dodaje: Sprawa jest niemalże zapięta. Kuba Nowakowski, genialny inżynier dźwięku jest tutaj osobą kluczową. Bez niego to byłaby po prostu kolejna płyta, a tak mamy szansę nagrać coś niepowtarzalnego.

http://www.rmf24.pl/rozrywka/news-brygada-kryzys-wraca-do-studia-nagran,nId,610201

wtorek, 3 lipca 2012

Prywatna historia Brygady Kryzys





Dla fanów polskiej muzyki, fanów rocka prawdziwa gratka - historia Brygady Kryzys pióra (a właściwie klawiatury) Tomka Lipińskiego. Jako zachętę wklejam tu wstęp, reszta pod linkiem pisana w formie blogowej czyli początek jest na samym dole, co z resztą wyjaśnia sam autor. Polecam.


W tym roku mija 31 lat od powstania zespołu Brygada Kryzys, powstałego na gruzach dwóch konkurujących ze sobą, czołowych kapel warszawskiego undergroundu - Kryzys i Tilt. Trzydzieści lat temu Brygada Kryzys nagrała swą pierwszą płytę, od koloru okładki zwaną "czarnym albumem", przez wielu uznaną za kamień milowy w historii polskiego rocka. Nie mnie oceniać słuszność tych opinii, ale dobra to okazja do spisania ówczesnych wydarzeń, które w tle miały polską rewolucję "Solidarności" i jej koniec, sprowadzony przez stan wojenny gen. Jaruzelskiego. Spisywana przeze mnie historia jet całkowicie subiektywna i nie rości sobie pretensji do bycia wiernym, historycznym zapisem zdarzeń. To historia prywatna, obrazy zapisane w pamięci i towarzyszące im emocje. Nic więcej, nic mniej.
Historię tę będę tu publikował w odcinkach, które można czytać chronologicznie - tutaj znaczy to od dołu do góry, lub w innym, dowolnym porządku. Jej początek to gorące lato 1981 roku, Warszawa.

Prywatna historia Brygady Kryzys





ps. Na tegorocznym festiwalu Open'er w Gdyni, Brygada zagra w całości swoją debiutancką płytę tzw. "Czarną".

poniedziałek, 7 maja 2012

Luxtorpeda - "Robaki"



Tym razem myślałem nawet, że będę jedyną osobą w tej części galaktyki, której płyta się nie spodoba. Niby jeszcze jej nie było, a tyle ochów i achów o niej wypowiedziano, że zaczęło działać to na mnie w zupełnie inny sposób niż mogłoby się to wydawać. Ciśnienie znikało. Potem jednak znowu się nakręciłem i w dniu kiedy płytka miała znaleźć się w mojej skrzynce pocztowej, złamałem się i kupiłem wersję cyfrową.

Ależ to brzmi – pomyślałem – i słuchawki już nie mogły oderwać się od uszu. Lubię właśnie tak przesłuchiwać nowe płyty – wtedy można usłyszeć więcej niuansów, a skupienie się nad tekstami jest prostsze, co w przypadku Luxtorpedy jest ważne. Tak w ogóle ta płyta jest ważna – gdy Hans w Serotoninie krzyczy – „Nie jesteś sam” – odbieram to bardzo osobiście, podobnie jak cały tekst – chyba najważniejszy dla mnie na tej płycie. Poza tym te Dimebagowskie gitary – sam miód.
Podobnie jest z walką w Gimlim – chyba nie mam szans, ale próbuję i się nie poddam. W ogóle nie ma na Robakach tekstu słabego, nawet śpiewane z dziwnym „amerykańskim” akcentem Tajne znaki nie są o niczym. Kurcze, to Litza czy może Mark Lanegan? Kolejny bardzo ważny dla mnie tekst, o miłości, dojrzałym związku, tak naprawdę czymś zupełnie szalonym, bo czyż nie jest takim bycie z kimś przez całe życie? Serce z keczupu, papieros do kawy, tajne znaki. Ciekawe jak będzie ten utwór wykonywany na koncertach, chyba nawet wolałbym, żeby był normalnie wykrzyczany, bez tych „amerykanizmów”. I wcale się nie boję że stałby się przez to banalny, miłość nie jest banalna.
Nie mogę jeszcze zapomnieć o Wilkach dwóch – dużo pięknej muzyki i tekst o walce z samym sobą i konkluzja z niego płynąca, że tylko od ciebie zależy, która część natury w tobie zatriumfuje.
I utwór tytułowy, już nie mogę się doczekać skandowania na koncertach Rooobaaakiii – Robaki.

 Nie działają na mnie tylko utwór nr 5: Tu i teraz i zamykający płytę Gdzie ty jesteś? Nie wiem co jest w nich nie tak i nie chcę tego analizować, ale widocznie nie może być zupełnie idealnie. Z resztą chyba byłoby nudno, jakby wszystko idealnie żarło, nie byłby już sensu nagrywać nic nowego, a tak czuję że jeszcze wiele przed nami.

Jako bonus dostajemy płytkę z wersjami instrumentalnymi okraszonymi naprawdę świetnymi (dużo lepszymi niż na debiucie) solówkami Macieja Jahnza plus kilka rarytasów, które niech pozostaną niespodzianką. Jeszcze słówko o formie graficznej, która jest bardzo efektowna – okładka w formie książeczki z dwiema kopertami na płyty, ale to już trzeba zobaczyć. Podsumowując - Luxtorpeda egzamin drugiej płyty zdała celująco.
Polecam. Bardzo polecam.



Dodam jeszcze, że płyta Luxtorpeda "Robaki" jest w całości do odsłuchania tu 
Do kupienia http://www.soundpark.pl/store/wykonawca/367
i w dobrych sklepach muzycznych.

sobota, 31 marca 2012

Nuty, dźwięki vol. 7



Zapomniany podcast.
30 minut muzyki. Posłuchajcie.

Biohazard - What Makes Us Tick
Agency - Feel on baby
Wiesław Michnikowski - Addio pomidory
Fear Factory - Dog Day Sunrise
Faith No More - Caffeine
Killa Familla - Garaż paradajs
Nine Inch Nails - Hurt

DOWNLOAD

wtorek, 7 lutego 2012

Top 10 Metallica


10 maja znów zawita do naszego kraju Metallica. Tym razem jako główna gwiazda polskiej odsłony festiwalu Sonisphere. Pamiętam gdy pierwszy raz usłyszałem ten zespół. Byłem wtedy dzieciakiem z podstawówki. Bezpośrednio przed tym dniem, pożyczyłem od kolegi jakieś straszliwe kasety, jeżeli mnie pamięć nie myli, była to płyta Death „Leprosy” i Obituary „Slowly we rot”. Katowałem tę rzeźnię dość intensywnie, a gdy oddawałem, kumpel zaproponował „Kill’em all” Metallicy. W porównaniu z wyżej wymienionymi, wydała się ta muzyka zaskakująco melodyjna i od razu mnie wciągnęła. Potem poszło już szybko: „Ride The Lightning” , „Master of Puppets” i został ze mną ten zespół już na zawsze.
Można się krzywić na myśl o „St. Anger”, może się nie podobać przekombinowane i koszmarnie brzmiące „Death Magnetic”, że o "Lulu" nie wspomnę, faktem jednak pozostaje, że jest to jeden z najważniejszych zespołów w historii rocka. Postanowiłem więc ułożyć dziesiątkę moich ulubionych utworów Metallicy. Oto ona:

1. Master of Puppets (opus magnum w historii metalu. Genialna kompozycja, to przełamanie w środku, piękno – palec Boży)
2. The Unforgiven (najlepszy utwór z „Czarnego Albumu”)
3. Battery (ten pochód basu i gitary, no i intro! Niby prosty numer, ale jaki układ kompozycji - sami zobaczcie co można z tym zrobić!)




4. One (połączenie wydaje się karkołomne, bo część balladowa z gitarami akustycznymi jest taka delikatna w warstwie brzmieniowej, natomiast część szybka jest niesamowicie czadowa, a jednak to pasuje)
5. For Whom the Bell Tolls (dzwony i riff na początku)
6. Hero of The Day (lubię płytę „Load” i ten numer zawsze na mnie działał)
7. No Remorse (wojna, szybkość i prawie punkowa siła)
8. Orion (najlepszy instrumental w historii zespołu, ileż tu się dzieje - zajrzyjcie koniecznie do linku - sam początek to solo Jasona Newsteda z utworu "My friend of Misery", który dosłownie otarł się o ten top)
9. Welcom Home (Sanitarium) (i niech ktoś mi powie, że w heavy metalu nie ma piękna, to solo na początku, do tego tekst)
10. St. Anger (niby wiadro-werbel, ale lubię ten numer, prędkości są oszałamiające, czasami trzeba uwolnić swą wściekłość)

czwartek, 5 stycznia 2012

Nowy Koniec Świata

Nowy rok bezśnieżny, wieje wiatr. Coraz bardziej jestem siwy i organizm daje się we znaki. Nie planuję żadnych postanowień, zamykam na chwilę oczy i jak w tej piosence „pytasz o czym myślę – odpowiadam, że o niczym”...

Przypomina i się pewien obraz. Mężczyzna stoi nad brzegiem morza, na niebie fruwają nautilusy i gigantyczne walenie. Wieje wiatr – to pewne, a zatoka prezentuje się całkiem niewinnie.

Poeta śpiewa piosenkę, o tym jak odeszło lato. Wizualizuję sobie różne wizje końca świata. Kometa, mróz, czy potop. Ludzie robią zapasy. Wykupują cukier. Pani kochana, idzie koniec świata, jak to bez cukru przeżyć. Kiszą się ogórki, wędzą kiełbasy, chleb piecze się w piecu. Co bardziej obrotni potrafią na tym zarobić. Można zjeść coś na ulicy i już nie trzeba się martwić sanepidem bo przecież jest koniec świata – instytucje nie działają. Kto może ucieka na wieś – rybę można jeszcze złapać w stawie, czy sosnę wyciąć na opał. Czasami tylko dziwnie błyska się nad horyzontem, czasami ktoś znika bez wieści. Do nas nie dojdzie – uspokajają się popijając samogon. Początkowo wzrasta religijność, ksiądz grzmi z ambony. Potem jednak wszystko normalnieje. Tylko wiosna nie przychodzi, coraz mniej jest światła, robi się ciszej i spokojniej. Aż któregoś ranka budzę się i czuję, że w całym mieście nie ma już nikogo. Wkładam garnitur i nasłuchuję kroków

***

Jacaszek - Dare-gale / Glimmer