wtorek, 2 listopada 2010

Dwa standardy

        
                                  John Coltrane 1967 fot. Leni Sinclair

To było w środę chyba, po południu. Przyszli do niego na strych we dwóch i mówią: „Janek –dziś występujesz. I nie mów, że nie możesz, że coś ci tam znowu wypadło i nie masz czasu, bo wyciągniemy cię siłą. Bierz trąbę i idziemy.”
Jako, że już tym razem odmówić nie umiał, zrobił jak prosili. Włożył czapkę i czarne skórzane buty, spakował instrument do płóciennej torby i zszedł z nimi na dół. Tyle już razy go błagali, ale on ciągle nie był gotów. Siedział w tej swojej kanciapie i ćwiczył. W przerwach pijał mocną herbatę i karmił gołębie resztkami bułki ze śniadania. I ciągle nie był przekonany, czy już może przed nimi stanąć. Dziś po południu, pierwszy raz nie poczuł tej niepewności. Po prostu założył czapkę, buty i postanowił spróbować.
Na podwórzu stał lśniący, czarny jak smoła, stary mercedes. „Idealny samochód” – pomyślał, a oni tylko uśmiechnęli się widząc jak na niego patrzy. Było zimno i pochmurno. Auto majestatycznie przemykało przez puste miasto. „To co nam zagrasz Jasiu?” – spytał ten wyższy i chyba ważniejszy. „Ojczulek jest tak podekscytowany, że nogi z zadów by nam powyrywał jakbyśmy znowu cię nie przywieźli”. Ale on milczał, niby coś tam bąknął, że sami usłyszą, ale nie miało to większego znaczenia, bo już dojeżdżali. Myślał tylko o mistrzu, z który łączyło go imię i miłość do muzyki. I, że chce grać i ciągle nie mógł zrozumieć jak to się stało, że się o nim dowiedzieli.



John Coltrane - Blue Train
John Coltrane - A Love Supreme Part I: Acknowledgement

Pozycja obowiązkowa - posłuchajcie! 

DOWNLOAD (archive.org)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz