środa, 21 października 2009

Trzmielarz

Walenty był Trzmielarzem. Nie zdecydował o tym sam. Stało się to bez niego. Najstarsi członkowie rodziny obojga płci zebrali się pewnej niedzieli, by zająć się jego przyszłością. Tak było przyjęte, że o losach najmłodszego decydowała starszyzna. Miało to sens w zapewnieniu dobrobytu rodzinie w czasach gdy ciężko było cokolwiek kupić i koneksje we wszystkich gałęziach gospodarki pomagały. I tak, familia miała już lekarza bo to zawsze dobrze mieć zaufanego medyka, żołnierza co i ubranie załatwił i prowiant i broń jak było trzeba. Był ksiądz, co zniżki na śluby, chrzty i pogrzeby dawał i mechanik, co auto naprawił i dostęp do paliwa miał zawsze.
Słonecznej lecz chłodnej niedzieli rodzina zebrała się na obiedzie, by zdecydować o losie Walentego. Był rosół, było drugie, a i do dobrego myślenia butelka wódki się znalazła. Myślano dość długo i propozycje padały przeróżne, aż wreszcie głos zabrał wujek Zenek, ten co to za plutonowego robił w Ludowym Wojsku Polskim. „Moi drodzy” – zaczął – „U mnie we wojsku pierwsi jesteśmy we wszelakiej racjonalizacji i mechanizacji, a i prasę specjalistyczną mamy we wszystkich możliwych dziedzinach. Tak więc pewnego razu czytam sobie „Żołnierza Wolności” i co ja widzę, coś w sam raz dla naszego Walentego. Otóż radzieccy uczeni na Krymie rozpoczęli eksperymentalną hodowlę trzmieli. Trzmiel bowiem jako większy od typowej pszczoły przyniesie więcej miodu i zyski w niego płynące mogą być imponujące. Jako, że nasi naukowcy nie gorsi, koło Sieradza założono już eksperymentalną Zasadniczą Szkołę Trzmielarską w Trzmielej Woli, gdzie młodzież przyuczana będzie do tego nowego, przyszłościowego zawodu. Nabór do pierwszej klasy już trwa, to i trza tam Walentego zapisać.”
Rodzina była jednomyślna i już wkrótce Walenty stanął przed bramą swej nowej szkoły. Po trzech latach ukończył ją z wynikiem dostatecznym i został w ten sposób jednym z trzech trzmielarzy w kraju. Reszta uczniów zrezygnowała bowiem z nauki, gdy okazało się, że euforia z hodowli tych owadów była zbyt wczesna. Trzmiel bowiem, jest z natury indywidualistą i nijak nie można go namówić do życia w większych skupiskach. Opłacalność takiej produkcji, okazała się więc bardzo niska.
Walenty jednak ku przerażeniu rodziny umiłował pracę z trzmielem i trzmielarstwo stało się jego życiem. Czasami przymierał głodem, mieszkał sam, jak pustelnik w opuszczonym pegieerze, ale kochał to...
Wiatr cicho poruszył listkami na jabłoni i płatki kwiatów jak śnieg spadły na ziemię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz